Muzyka:
https://www.youtube.com/watch?v=C7yuGlpCy8M
Zasłoniłam
oczy przed promieniami słonecznymi. Dziś było wyjątkowo gorąco. Poprawiłam
pas, który przy każdym, nawet najmniejszym ruchu, wbijał mi się w ramie.
Przekrzywiłam lekko głowę, żeby kątem oka widzieć mojego brata, który z grobową
miną prowadził samochód.
Ściął swoje
kruczoczarne włosy (takie same jak moje). Jego zielone oczy stały się
ciemniejsze. Nie było w nich tego blasku, który widziałam kiedyś, tak bardzo
dawno temu. Widać było, że zaczął regularnie uczęszczać na siłownie. Mięśnie
delikatnie odznaczały mu się z pod koszuli w kratkę. Był jeszcze jeden fakt,
którego nie mogłam przetrawić. Miał już dziewiętnaście lat. Dwa lata straszy
ode mnie, nie da się pomylić.
Przez myśl
przemknęło mi jedno pytanie… Czy wciąż spotykał się z Natashą? Westchnęłam, odwracając
wzrok w stronę okna. Oby nie. Ta… że tak się wyrażę, suka, była najgorszym co
mogło spotkać mojego brata (oprócz mnie). Wścibska, chamska, ze szczurzą
twarzą… Nie mam pojęcia, co on w niej widział…
-Rodzice i
Natasha czekają w domu. Proszę, postaraj się być miła- odchrząkną, po czym
wolno wypowiedział te słowa.
A jednak.
Jeszcze się umawia z tym szczurem…
-Masz to jak w banku- burknęłam, przewracając oczami.
Zmierzył mnie badawczym wzrokiem.- Błagam cię, Luc. Postaram się być miła… na
tyle ile mi pozwolą.
Zaśmiał się
cicho pod nosem. Na ten dźwięk, wyszczerzyłam się szeroko.
Zatrzymaliśmy
się na światłach. Mój brat odwrócił się w moją stronę, po czym mnie przytulił.
Zszokowana, przez chwilę nie odwzajemniałam uścisku. Gdy tylko oprzytomniałam uścisnęłam
go równie mocno.
-Bardzo za
tobą tęskniłem- szepnął mi do ucha, jeszcze mocniej ściskając.
-A ja za
tobą- wydusiłam.- Ale jak zaraz mnie nie puścisz to będziemy musieli jechać na
ostry dyżur… zgnieciesz mnie!
Luc
parsknął śmiechem, puścił mnie. Przez dalszą drogę rozmawialiśmy o tym, co się
zmieniło. W domu, w mieście… Okazało się, że nie było tego tak wiele. W sumie,
ten temat mało mnie interesował, ale postanowiłam się zamknąć i pozwolić
swojemu bratu mówić. Nie słuchaj go
znowu… a wiadomo, gdzie skończysz, zaszydził głos w mojej głowie.
Moje ciało
momentalnie się napięło. Mój słuch automatycznie się wyostrzył, uważałam na
każde słowo Luca tak bardzo, że mocniej się nie dało.
W pewnej
chwili mój brat zamilkł. Spojrzałam na niego, zdziwiona. Widząc jego zamyśloną
minę, zdałam sobie sprawę, iż samochód stoi, a silnik nie pracuje. Przeniosłam
powoli wzrok na przednią szybę i pochyliłam się do przodu.
-Cholera-
mruknęłam pod nosem. Widok budynku, który niegdyś zwykłam nazywać swoim
,,domem” był dziwny.
Przez te
dwa lata, kiedy mnie tu nie było, nie zmienił się ani trochę. Te same miętowe
deski, którymi były obite zewnętrzne ściany, mały taras, a na nim niewielka
huśtawka z kwiecistymi wzorami… oraz ogród. Żywy, kolorowy, niczym z bajki.
Miliony rodzajów kwiatów, kilka płaczących wierzb… Mama radzi sobie z tym
lepiej, niż bym przepuszczała.
Pielęgnacja
ogrodu jest dla niej czymś w rodzaju hobby, przy którym może oderwać się od
rzeczywistości, nie myśleć o kłopotach… A, że od co najmniej dwóch lat kłopotów
miała co nie miara, to ten skrawek ziemi wyglądał wyśmienicie.
Luc
odchrząknął, wybudzając mnie z zamyślenia. Zmarszczyłam brwi, kiedy otworzył
drzwi samochodu i wysiadł. Oparłam się o siedzenie. Miałam wrażenie, iż jedna z
firanek poruszyła się. Moja ostatnia nadzieja w tym, że to tylko wiatr i uda mi
się uniknąć konfrontacji z rodziną, mimo, iż nie dalej jak dziesięć minut temu
usłyszałam od brata, iż wszyscy wyczekują mojego powrotu.
Nie
poruszyłam się ani na chwile. To było silniejsze ode mnie. Czego się boisz? Powtórki z przed dwóch lat, czy tego, że żebyś mogła z
nimi żyć w spokoju, będziesz musiała im zaufać? A wiadomo, iż to drugie, to
ostatnie co chciałabyś zrobić, zakpił ten przeklęty głos w mojej głowie.
Wyszeptałam pod nosem przekleństwo. Z tyłu rozległ się trzask zamykanego
bagażnika. Mimo to wciąż siedziałam nieruchomo, wpatrując się w dom z
nieciekawą miną.
Do szyby
obok rozległo się ciche pukanie. Wcisnęłam przycisk, który sprawił, że szkło,
które oddzielało mnie od mojego rozmówcy, zjechało w dół.
-Wiem, że
to ciężkie, po dwóch latach wrócić do domu i udawać, iż wszystko jest okej… Zwłaszcza,
gdy pożegnanie nie było zbyt przyjemne…- zaczął Luc.
-Mogłeś
sobie darować tą ostatnią uwagę- przerwałam mu, zakładając ręce na piersiach.
Wpatrywałam się w dom z wielkim skupieniem, a moim jedynym marzeniem było
posiadanie mocy, dzięki której mogłabym zburzyć każdy budynek, na który spojrzę.
-Przepraszam-
mruknął skonsternowany.- Więc, chciałem tylko powiedzieć, że jak będziesz
gotowa to wejdź.
Przewróciłam
oczami.
-Idę z
tobą, bo jak pójdziesz beze mnie to cię zeżrą za to, że nie zaciągnąłeś mnie do
domu od razu- prychnęłam, zasuwając okno i wysiadając z samochodu.
-Prosiłem
cię, żebyś chociaż spróbowała być w stosunku do nich miła- odparł spięty Luc.
-Zrozumiałam,
że mam być taka tylko w obecności tych hien- odpowiedziałam mu szybko,
zatrzaskując drzwi z hukiem.
Mój brat
spojrzał na mnie ze zdenerwowaniem.
-To
samochód ojca, wiesz?- burknął.
-No
właśnie- sarknęłam.
Ruszyliśmy
w stronę drzwi wejściowych. Wchodząc po schodach na werandę, nie czułam nic.
Żadnej więzi z tym wszystkim, co tylko napotkał mój wzrok. Czysta obojętność.
Gdy Luc otworzył drzwi, do moich nozdrzy dotarł zapach świeżo upieczonego
ciasta. Piernika. Zaśmiałam się pod nosem. No, no… moja własna rodzina chce się
wdać w moje łaski. INTERESUJĄCE.
Przekroczyłam
próg z myślą, że to całe zamieszanie jest po prostu żałosne. Cały dom lśnił
czystością, każdy najmniejszy szczegół jaki pamiętałam był taki sam. Dwa lata,
żadnych zmian. Błagam, nie obraziłabym się jakby chociaż przemalowali ściany w
przedpokoju. Farba kompletnie wyblakła, a niegdyś wściekle żółty kolor, teraz
był prawie biały.
Kiedy
ostatni raz tu byłam, straciłam sentyment do każdej z tych rzeczy. Wszystko
wydawało się takie chłodne, prawie, że nieznajome. Czyja to zasługa? Moich
kochanych rodziców…
Gdyby
powiedzieli wtedy chociaż: ,,Będziemy cię wspierać, zrobimy cokolwiek, abyś nie
musiała cierpieć”... Ale nie, oni zrobili po swojemu. ,,Nie chcemy cie tu więcej
widzieć. Jesteś naiwna i głupia.”, to ostanie co usłyszałam. A mimo to, po tych
dwóch latach, chcą mnie tu przywitać z otwartymi ramionami. PIEPRZCIE SIĘ.
Luc
postawił moją walizkę na ziemi. Zdjęłam buty, a on pokiwał głową w stronę
salonu. Chciał, żebym tam z nim weszła…
Czyli to
już teraz…? To dziś miałam przywdziać tą fałszywą maskę, udawać, iż jest lepiej
niż kiedykolwiek? Zaraz się przekonamy…
Weszłam do
salonu. Oczy trójki zebranych, skierowały się w moją stronę. Lekko osiwiały
ojciec, przyglądał mi się z pustym wyrazem twarzy. Mama patrzyła na mnie smutnymi oczami, wyglądała na zmęczoną.
Natomiast Natasha (miałam ochotę wskoczyć na sofę i zacząć się drzeć:
,Aaaaaaaaa, szczur w domu!”…) mierzyła mnie swoimi błękitnymi oczami,
przybierając na twarz zbyt sztuczny uśmiech, że chyba nawet Luc to zauważył, bo
lekko się skrzywił.
Oblizałam
usta, podparłam ręce o biodra, po czym powoli uniosłam prawą brew. Mój brat,
nerwowym krokiem ruszył w stronę miejsca obok Natashy, co chwile rzucając mi
błagalne spojrzenie. Przypominał mi o naszej wcześniejszej „umowie”.
Pociągnęłam
nosem, rozglądając się naokoło. Wolnym krokiem, skierowałam się w stronę
kominka, nad którym ustawione były nasze stare zdjęcia. Chwyciłam pierwsze z
brzegu, chcąc przywołać jakiekolwiek wspomnienie. Na fotografii widniała cała
nasza piątka… niestety Natashy idealnie udało się zniszczyć tą pamiątkę.
Odstawiłam zdjęcie, tak szybko jak mogłam. Chwyciłam następne. Tym razem
trafiłam nieco lepiej. We czwórkę, staliśmy przed domem. Ja, Luc, mama i tata.
Każdy się uśmiechał i obejmował ramieniem. Ja z moim bratem nieco z przodu, a
rodzice za nami. Dobrze pamiętałam każdy szczegół tamtego dnia.
Przeprowadziliśmy
się z Santa Grande, które znajduje się całkiem niedaleko Phoenix. Rodzice
wybudowali ten dom, a za każdym razem, kiedy z moim bratem mieliśmy gorsze
chwile związane z przeprowadzką nazywali go ,,Nowym Gniazdkiem”. Nie wiem
czemu, ale ta nazwa dodawała nam coś na kształt otuchy. Gdy tylko się tu
przeprowadziliśmy nasz sąsiad, pan Park zrobił nam pamiątkowe zdjęcie. Rodzice często
powtarzali, że ta fotografia pozwoli nam zapamiętać, jak cudowny był wstęp do
nowego i lepszego życia.
Niestety,
nie mieli pojęcia, iż ta teoria może się na dłuższą metę nie sprawdzić…
Odstawiłam
zdjęcie na miejsce, po czym obróciłam się i jeszcze raz przyjrzałam każdemu z
domowników. Wszyscy wciąż patrzyli na mnie z tym samym wyrazem twarzy co
przedtem. Milutko… Wzruszyłam ramionami, a następnie skierowałam się do
wyjścia. Nic tu po mnie. Na pewno nie miałam ochoty zaczynać rozmowy jako
pierwsza. W przeciwieństwie do nich, ja nie miałam nic do powiedzenia.
Doprawdy, nie mam pojęcia po co to wszystko skoro i tak…
-Poczekaj Terri- zawołał za mną Luc, podrywając się ze swojego miejsca. Natasha drgnęła
lekko na dźwięk mojego imienia (od zawsze miałam wrażenie, że kiedy je słyszy
dostaje odruchów wymiotnych…).
-Niby na
co?- warknęłam, odwracając się do niego. Oczy pozostałych rozszerzyły się szeroko,
jakby na dźwięk mojego głosu, przeżyli jakiś szok.
Luc, zdawał
się zapomnieć co chciał powiedzieć, bo jego usta otwierały się i zamykały co
chwilę. Z kim ja muszę żyć?
-Myślę, że
rodzice mają ci coś do oświadczenia- wreszcie udało mu się dobrać odpowiednio
słowa oraz wydusić je z siebie.
-Ciekawe…-
fuknęłam, spoglądając kontem oka na swoich opiekunów.
Mama
wymieniła z tatą, krótkie, aczkolwiek zdenerwowane spojrzenie. Ojciec pokiwał
powoli głową. Mama podniosła się powoli z kanapy, prostując krótkimi
pociągnięciami rąk, tylko dla niej widzialne wgniecenia na spódnicy.
-Yghm…-
odchrząknęła.- No więc, po pierwsze chcieliśmy cię z ojcem przywitać z powrotem
w domu- drgnęła, chcąc do mnie podejść i przytulić, ale nagle zdała sobie
sprawę, że byłoby to bardzo nie na miejscu.- Po drugie, chcielibyśmy abyś nie
miała nam za złe tego co powiedzieliśmy przy naszym ostatnim spotkaniu. To
przeszłość, do której żadne z nas nie ma ochoty powracać. Myślimy, iż lepiej by
było zacząć od nowa.
Moja
rodzicielka skuliła się, patrząc na mnie z pod pochylonej głowy. Korzyła się
przede mną… Bała się mnie… TO COŚ NOWEGO.
Cmoknęłam,
zastanawiając się nad odpowiedzią. Czułam się wyższa statusem od nich. Tak
jakbym za moment miała ich osądzić, wydać wyrok. Moja odpowiedź na to, miała
wytyczyć szlak dla przyszłości mojej rodziny. I nie ukrywam, cholernie mi się
to podobało. Większość dzieciaków zastanawia się, co by było gdyby to rodzice
się ich bali, a nie na odwrót. Ja osobiście mogłam zakosztować tego uczucia.
Przysięgam, coś niesamowitego oraz… zabawnego.
Wchodząc do
salonu, przez chwile myślałam o tym czy będę musiała założyć na twarz sztuczną
maskę i udawać, iż wszystko jest w jak najlepszym porządku. Prawdopodobnie,
gdyby moja matka nie pozostawiła swojego losu w moich rękach, do pewnego czasu
miałaby ze mną spokój. Ale teraz, kiedy pokusiła się o to, żeby dać mi wybór…
POGODZIĆ SIĘ CZY OTOCZYĆ MUREM WOJENNYM? Zdecydowanie to drugie.
-To jest
żałosne- prychnęłam. Luc zmierzył mnie spojrzeniem.- Przepraszam braciszku, ale
ja tak nie mogę. Dwa lata… tkwiłam w poprawczaku, czułam się jak bezdomny.
Jedyne telefony, które dostawałam były od Luca. Na rozprawie, również pojawił
się tylko Luc. Gdy policja mnie zabierała, tylko Luc przytulił mnie i
powiedział, że wyciągnie z tego bagna. Tylko on przyjechał po mnie dzisiaj,
tylko on dbał o mnie przez ten czas. A wy? Siedzicie tu ze mną zaledwie
dziesięć minut, a rozmowę i tak musiał zacząć on, bo nie wierze, iż sami z
siebie zaczęlibyście to wszystko. Nie róbcie takich min- skrzywiłam się, widząc
zasmuconą twarz mamy, która oklapła na kanapę bliska płaczu oraz ojca,
przyglądającego mi się z żalem.- Stajecie tu przede mną i zamiast mnie
uściskać, wyznać, iż się tęskniło, to chcecie, żebym tak po prostu sobie
zapomniała, co się stało? Oficjalnie wam oświadczam, że spadliście na samo dno.
Odwróciłam
się na piecie, po czym opuściłam salon. Zabrałam swoją walizkę i skierowałam
się na górne piętro. Do moich uszu dobiegł szloch matki oraz słowa ojca:
-Przez dwa
lata siedziała w poprawczaku! Że też jeszcze ma czelność, mówić w ten sposób do
nas!
Masz pojebanych rodziców, Terri, po raz
pierwszy w swoim życiu zgodziłam się z natrętnym głosem w mojej głowie.