W życiu każdy ma tak dużo do powiedzenia. Słuchamy tego wszystkiego obojętnie lub z uwagą. Ale co się dzieje, kiedy braknie nam słów? Milkniemy w niezręcznej ciszy. Ja zamilkłam w bardzo długiej i bardzo niezręcznej ciszy. Milczałam przez czternaście dni, więc przyszedł czas by znów coś powiedzieć. Rodzi się tylko jedno pytanie.
Czy nie powiem za mało?
Muzyka:
https://www.youtube.com/watch?v=suxrIpFZOGk
Wepchnęłam sobie
do ust kilka żelków naraz, czując niezwykłą ulgę. Cisza i spokój. Żadnych
docinek, wrzasków… To jest życie.
Zasadniczo
w porze lunchu szkoła pustoszała, natomiast podwórko oraz plac przed budynkiem
były pełene uczniów, którzy zachowywali się jak stado dzikich, rozjuszonych
wołów. Ja w miłym towarzystwie swojej własnej osoby, przechadzałam się
korytarzem, ciesząc się każdą chwilą spokoju.
Od
spotkania Alex oraz wydarzenia w domu minęły dwa dni. Od tamtego czasu mało się
zmieniło. W szkole mi dokuczali, robili mi kawały, wyzywali od ,,skazanych na
idiotyzm” (choć nie mam pojęcia skąd się wzięło takie stwierdzenie…), a w domu
kłóciłam się z ojcem, Natashą oraz matką. Jak na razie pokojowe stosunki
utrzymywałam jedynie z Luciem, ale miałam nieodparte przeczucie, że i ten
sojusz zostanie niedługo wystawiony na próbę, która z pewnością skończy się
niepowodzeniem.
Dlatego, od
tych dwóch dni, w czasie lunchu, krocze samotnie korytarzami, ładując w siebie
tony żelków, które były moimi osobistymi tabletkami na uspokojenie.
I właśnie
podczas próbowania wyobrażenia sobie ,,żelkowego raju” usłyszałam po raz
pierwszy ten głos. Był taki… przyciągający. Niósł się korytarzem z pobliskiej
sali muzycznej. Trochę przytłumiony, bo wydobywający się zza drzwi, ale wciąż
tak piękny i czysty. Schowałam żelki do torby, po czym powoli zaczęłam się
skradać. Stając obok wejścia do klasy, nałożyłam kaptur na głowę. Nikt nie mógł
widzieć jak podglądam. To byłoby… DZIWNE.
Przełknęłam
ślinę, czując idiotyzm tej sytuacji. Dlaczego nie mogłam po prostu stanąć przy
drzwiach i nasłuchiwać? Lubisz sobie
komplikować życie Terri, ot co, głos w mojej głowie naprowadził mnie na
właściwą drogę.
Westchnęłam,
przekręcając klamkę od drzwi, lekko je uchylając, tak by widzieć co dzieje się
w środku. Wszystkie ławki podsunięto pod ściany klasy. Na środku stało dwóch
chłopaków z gitarami basowymi. DWÓCH CHŁOPAKÓW, KTÓRZY DWA DNI TEMU PRZYGLĄDALI
SIĘ MOJEJ KONFRONTACJI Z ALEX.
Oj,
niedobrze. Już chciałam zatrzasnąć drzwi i uciec na drugi koniec szkoły jak
najdalej stąd, słuchając się swojego instynktu samozachowawczego, kiedy znowu do
moich uszu ten wciągający męski głos. Ponownie zajrzałam przez małą szczelinę
do wnętrza pomieszczenia. Moje serce przyspieszyło na widok chłopaka.
Jego
brązowo- orzechowe włosy były ułożone w artystycznym nieładzie. Zielone oczy
spoglądały gdzieś przed siebie w wielkim skupieniu. Jego silne ręce trzymały
gitarę pewnie, a palce wygrywały dobrze znany rytm z taką dokładnością… Chłopak
był postawny, wysoki oraz PRZYSTOJNY. Że tak się wyrażę: CIACHO JAKICH MAŁO.
Obok niego,
nieco z tyłu stał jego rudowłosy towarzysz. Swoje niebieskie oczy skierował na
gitarę, marszcząc czoło ze skupieniem. Kilka piegów na jego twarzy dodawało mu
uroku. Jego mięśnie napinały się za każdym razem, gdy palcami uderzał w struny.
Również był bardzo przystojny, ale niestety w moich oczach nie dorównywał
swojemu koledze.
Wejrzałam
trochę głębiej do sali i zauważyła panią… hmmmm… o ile się nie mylę, panią
Simson.
Była to
kobieta o siwych włosach, w nieco starszym wieku, prawdopodobnie bliska
emerytury. Jak na kogoś w raczej podeszłym wieku, ubierała się jak nastolatka,
która jest niezwykle żywiołowa. I o dziwo, taki styl bardzo do niej pasował.
Prowadziła w naszej szkole muzykę. Zdążyłam już się z nią zapoznać na
wczorajszych zajęciach, kiedy to śpiewaliśmy, a ona nagle dostrzegła we mnie
przebłysk talentu…
Kocham
śpiewać od kiedy pamiętam. Robiłam to jako pięciolatka, aż do dzisiaj. Kiedyś
publicznie, dziś w kuchni lub pod prysznicem w prywatnym otoczeniu. Nie powiem,
żebym była jakoś super utalentowana czy uzdolniona, ale swoje wynucić
potrafiłam.
Teraz,
przysłuchując się chłopakowi, który śpiewał tak niesamowicie, że aż ciężko było
to wyrazić w słowach, dawne wspomnienia powróciły. Słysząc melodie, zaczęłam
pod nosem nucić własne słowa. Tekst przelatywał mi przed oczami i choć
śpiewałam co innego, niż ta dwójka, to udawało mi się dopasować do rytmu
muzyki, wydobywającej się z dwóch gitar.
Nim się
obejrzałam, siedziałam pod drzwiami, śpiewając na cały głos. Wszystko szło jak
po maśle. Starałam się wydobyć jak najczystszy dźwięk i miałam wrażenie, że w
sumie mi to wychodziło.
Czyś ty zdurniała? Śpiewasz sobie pod
drzwiami od sali muzycznej na cały głos i nie chcesz zostać zdemaskowana na
podsłuchiwaniu? Powodzenia!, głos w mojej głowie zagrzmiał głośno,
natychmiast przymykając mi buzię.
Cholera,
cholera, cholera, cholera…. Moje oczy rozszerzyły się szeroko, a serce
przyspieszyło. Gdy do moich uszu, nie dotarło nic oprócz dźwięku kroków,
zerwałam się ze swojego miejsca. Mocniej naciągnęłam kaptur na głowę i ruszyłam
szybkim krokiem korytarzem, byle jak najdalej od tego pomieszczenia.
Usłyszałam
jak drzwi uchylają się, skrzypiąc. Skrzywiłam się, spojrzałam przez ramię. Na
końcu korytarza stał ten niezwykle przystojny chłopak. Gdy zobaczył mnie,
zaczął biec w moją stronę.
Zerwałam
się, w szybkim tempie uciekając gdzie popadnie. Wpadałam w zakręty z
szybkością, jakiej jeszcze nigdy nie udało mi się rozwinąć. Moje trampki
piszczały za każdym razem, gdy hamowałam, ocierając podeszwą o podłogę.
Kiedy
wreszcie, udało mi się zgubić chłopaka, zwolniłam nieco, jednak nie na tyle by
na kogoś nie wpaść… Odbiłam się od czyjegoś ciała jak piłeczka. Usłyszałam
ciche przekleństwo, na szczęście był to dziewczęcy głos. Gdybym wpadła na tego
chłopaka, to byłaby masakra! Przecież jak wariatka podsłuchiwałam go, śpiewałam
pod drzwiami i…
-Rozumiem,
że gdzieś się pali… Albo brakuje ci kultury- spojrzałam na podłogę przed sobą.
Na ziemi siedziała dziewczyna ze skwaszoną miną.- W takich sytuacjach należy
przeprosić i pomóc komuś wstać, radzę zapamiętać na przyszłość, jeśli chcesz
być szanowana.
Prychnęłam
pod nosem, podając jej rękę. Dziewczyna była mojego wzrostu, niezwykle chuda.
Mierzyła mnie błękitnymi oczami, a po wyrazie jej twarzy widać było, iż stara
się przypomnieć sobie kim jestem (choć nigdy się nie spotkałyśmy). Miała cztery
kolczyki- w wardze, w brwi, nosie i na obu uszach. Jej włosy były przefarbowane
na kolor zielony. Był to żywy odcień tak pasujący do dziewczyny, że gdyby nie
pewność, iż nie można się urodzić z takim kolorem włosów, pomyślałabym, że
takie ma od zawsze.
-Raczej nie
widziałam cie na korytarzach tej szkoły- mruknęła, wciąż mierząc mnie wzorkiem.
Zamrugałam
kilka razy, zszokowana. Rozejrzałam się po korytarzu, upewniając się czy
chłopaka nie ma gdzieś w pobliżu, chwyciłam za rękę dziewczyny i pociągnęłam ją
w stronę najbliżej damskiej toalety. Nie mogłam tak wiele ryzykować, a ona
również nie żyła by najlepiej po tym, jakby zobaczono ją w moim towarzystwie.
Gdy już
upewniłam się, iż teren jest czysty, spojrzałam na nią ponownie.
-Nazywa się
Terri Black, jestem nowa w tej szkole- wyciągnęłam do niej rękę, tak jak to
widziałam na filmach, bo uwierzcie mi, ale po dwóch latach w poprawczaku można
zapomnieć co to znaczy ,,miłe przywitanie” itd.- Tyle ci powinno wystarczyć, a
jeśli chcesz mieć życie w tej szkole to najlepiej się nie przyznawaj, że mnie
poznałaś- zakończyłam, doskonale niszcząc swój wizerunek dobrej dziewczynki.
Choć bardzo
chciałam mieć nowe życie, kilku kumpli i zacząć wszystko od początku, to nie
mogłam tego zrobić czyimś kosztem. Nawet tak zła osoba jak ja, ma w sobie
odrobinę poczucia winny i dobroci.
Na dźwięk
mojego imienia, dziewczyna uśmiechnęła się podejrzliwie. Uścisnęła moja rękę i
opowiedziała:
-Ja nazywam
się Leslie Parks, uczę się tu od roku- mrugnęła do mnie.- Jeśli szukasz sobie
kompana, który i tak już nie ma życia w tej szkole to go znalazłaś- uniosłam
pytająco brwi.- Powiedzmy, że w przeszłości miałam podobne problemy co ty-
zaśmiała się w odpowiedzi.
Oj,
niedobrze, po raz drugi. Od razu puściłam jej rękę i cofnęłam się o krok,
podejrzliwe marszcząc brwi. Moje ciało przyjęło postawę bojową- odruch wzięty z
przeszłości, strasznie trudno się go pozbyć.
Sprawa z podsłuchiwaniem
i śpiewaniem pod drzwiami stała się niczym. Stałam na progu z przeszłością.
-Spokojnie-
zaśmiała się Leslie. Ciekawe, co takiego jest śmiesznego w tej sytuacji.-
Skończyłam z tym, bo… skończyłam tam gdzie ty, tylko, że… w innym mieście.
Pokiwałam
nieufnie głową, nagle słysząc gdzieś w głębi swojego umysłu ten przyciągający
głos chłopaka. Uspokoiłam się, moje mięśnie się rozluźniły. Odetchnęłam, nie
mając pojęcia jak to się stało, że głos nieznajomego był wstanie pomóc mi
zmniejszyć produkcję negatywnych emocji.
Zadrżałam.
Miałam co do tego wszystkiego złe przeczucie…
-Masz mój
numer- westchnęła dziewczyna, grzebiąc w torbie. Wyjęła z niej długopis i jakiś
papierek, spisała na nim swój numer, poczym podała mi.- Jak oprzytomniejesz
albo po prostu będziesz potrzebować kogoś do rozmowy czy pomocy, wystarczy
telefon. Widzisz, ja też rozpaczliwie szukam drogi do nowego życia, Terri. I
wiem jak na razie o wiele lepiej niż ty, jak może być to ciężkie w tej szkole…
zwłaszcza jeśli jest się samemu przeciwko wszystkim uczniom tej zakichanej
budy- zapewniła mnie. Już chciała opuścić toaletę, kiedy przy drzwiach odwróciła
się do mnie.- Ta sytuacja może ci się wydawać dziwna… Phi, ona jest dziwna, ale…
możesz mi zaufać. Jako niepodważalny dowód na to potraktuj to, że nie powiem
nikomu o tym jak niesamowicie śpiewałaś podsłuchując tamtych dwóch chłopaków
przy sali muzycznej- mrugnęła do mnie i ostatecznie wyszła.
O. Kurwa.
Powinnam
sobie spisać jakieś podstawowe zasady swojego zachowania podczas lunchu. Wtedy
pewnie uniknęłabym tego, że moje życie ponownie się komplikuje.
Dziewczyna
z tak ponurą przeszłością jak moja, ale nie do końca, daje mi swój numer w
razie gdybym szukała przyjaciela, a na dodatek widziała mnie jak śpiewam pod
drzwiami, chcąc być kompletnie niezauważona. To działa na niekorzyść. Są też
jakieś plusy. Na przykład: NOWA ZNAJOMOŚĆ.
Podsłuchiwanie
jak ktoś śpiewa i śpiewanie z nim? Plusy: brak. Minusy: od dziś będę się
musiała poruszać po szkole zamaskowana albo nigdy więcej nie będę mogła nałożyć
tej bluzy z kapturem, którą aktualnie miałam na sobie.
Wnioski?
Po
pierwsze: unikaj wszystkiego co śpiewa i przede wszystkim, NIE ŚPIEWAJ.
Po drugie:
trzymaj się starych zasad. Nie ufaj nikomu, nawet tak przyjaznym zielonookim
dziewczynom jak Leslie, które jako dowód, że można im zaufać traktują to, że
widziały cie w dziwnej sytuacji i nikomu tego nie powiedzą. Tacy ludzie w
przeszłości też byli dla ciebie mili oraz zaufani i patrz jak skończyłaś.
Wracam do
punktu wyjścia, a najgorsze w tym jest to, iż tym razem nie wiem co mam zrobić.
Nawiązać znajomość czy skryć się w kącie i dać sobie spokój, mimo wielkich
planów co do swojej przyszłości?
A może…
uciec?