środa, 1 maja 2013

Some things will never change


Z przykrością informuję, że nowy rozdział pojawi się dopiero po majówce ;( Życzę miłego czytania ;) ~ Golden Dancer

 Muzyka:
 https://www.youtube.com/watch?v=8t8n7n-DY4s

           

            Rozejrzałam się po pokoju. Żadnych zmian. Podeszłam do okna, przejechałam ręką po parapecie. Miliony drobinek kurzu uczepiły się mojej ręki, zwijając w kłaki. Jęknęłam z obrzydzeniem, strzepując je na ziemie. Nawet nie byli łaskaw tu posprzątać.
            Otworzyłam okno, wpuszczając świeże powietrze do względnie małego pomieszczenia. Wyjrzałam przez nie, widok był bardzo podobny do tego przed domem, tylko, że o wiele lepszy. Wzięłam głęboki wdech, rozkoszując się słodką wonią miliona rodzajów kwiatów.
            Błagam cię, nie mów, że cieszysz się z powrotu do domu?!, zaskrzeczał głośno głos w mojej głowie. Chyba sobie żartujesz, pomyślałam, odchodząc od okna.
            Ściany mojego pokoju były pomalowane beżową farbą. Drewniane meble, były ozdobione figlarnymi wzorami, które namalowałam na nich niecałe cztery lata temu. Jednoosobowe łóżko stało pod ścianą, nakryte świeżą płachtą. Obok niego było małe okno, wysunięte lekko do przodu. Na tym ,,parapecie” wyłożonym materacem oraz ozdobionym poduszkami, przesiadywałam godzinami, ,,pochłaniając” tysiące książek.
            W ścianie naprzeciwko znajdowały się drzwi do osobnej łazienki. Przeszłam przez pokój, otworzyłam do niej drzwi i zajrzałam do środka. Tu także, nic się nie zmieniło. Ogromna wanna pośrodku pomieszczenia, prysznic w lewym rogu, umywalka oraz sedes tuż przy wyjściu… mały balkonik. Oczywiście, każda z tych rzeczy zakurzona.
            Przewróciłam oczami, zatrzasnęłam drzwi, ponownie znajdując się w swoim pokoju. Otworzyłam walizkę, zaczęłam się powoli wypakowywać. Rozłożyłam rzeczy na podłodze, znalazłam jakąś szmatkę, którą zamoczyłam, otworzyłam szafkę i zaczęłam przecierać półki. W powietrzu unosiły się drobiny kurzu, sprawiając, że nieustannie kichałam.
            Gdy skończyłam wycierać meble, poustawiałam i powkładałam swoje rzeczy w odpowiednie miejsca. Marzył mi się tylko ciepły prysznic… Przeklęłam zdając sobie sprawę, iż cała łazienka jest brudna.
            Oklapłam na łóżko, połowę swojego ciała układając na ,,parapecie”. To zadziwiające, iż nikt jeszcze tu nie przyszedł, choćby Luc- jedyny normalny mieszkaniec tego domu (pomijając mnie). Nie, żebym chciała ich obecności w tym pomieszczeniu, ale to takie… dziwne.
            Wydałam z siebie ciche prychnięcie. Zaczynałam wariować.
            Przez te dwa lata nie tylko dom się nie zmienił. Niektórzy z jego mieszkańców także nie. Niestety. Przymknęłam oczy, zastanawiając się, gdzie ewentualnie mogłabym uciec albo zamieszkać, gdyby jakaś niespodziewana sytuacja mnie do tego zmusiła. Przygryzłam wargę, zdając sobie sprawę, iż musiałabym urządzić własny kącik, w którymś z zaułków między budynkami na ulicy. Moi jedyni ,,przyjaciele” aktualnie nie dawali, żadnych oznak życia. W telewizji nic o nich nie mówili (przynajmniej tak mi się wydawało- jako, że nie miałam jeszcze dostępu do kablówki- ale w tym domu zdecydowanie byłoby o tym głośno).
            Szczerze, nawet gdybym wiedziała, że są w mieście, w życiu nie przyszłabym do nich z własnej woli. Nie po tym wszystkim. To tak, jakbym chciała, żeby historia się powtórzyła. Wtedy zaprezentowałabym tylko i wyłącznie swoją naiwną oraz głupią stronę, co tylko potwierdziło by słowa moich rodziców, które wypowiedzieli nie dalej jak dwa lata temu. A tej satysfakcji nie mogłam im dać.
            Do drzwi mojego pokoju rozległo się ciche pukanie. Przybrałam na twarz wyraz obojętności, ale po chwili pojawił się na niej grymas złości. Nie będę ukrywała swoich negatywnych uczuć w stosunku do tych hien i jednego szczura. Przed Luciem… być może, ale nie przed nimi.
            Podeszłam do drzwi, przekręcając zamek. Do pokoju (ku mojemu zaskoczeniu, jak i przerażeniu) weszła… NATASHA.
            Zacisnęłam ręce w pieści. Ze wszystkich domowników, musiała przyjść akurat ONA! Zniosłabym nawet ojca, ale nie ją!
            -Wynoś się stąd- syknęłam, patrząc na nią z pod byka.
            Na dźwięk mojego głosu, dziewczyna wzdrygnęła się, a na jej twarz wstąpił wyraz obrzydzenia. Pomachała mi przed nosem, grubą, białą teczką, po czym rzuciła ją na pobliską szafkę.
            Uniosłam brew, przenosząc wzrok, na przedmiot. Podeszłam do szafki i chwyciłam teczkę. Ze środka, na ziemie, wysypało się mnóstwo papierów. Na reszcie kartek, które nie wypadły, Natasha położyła iPhona.
            -Luc, wyszedł na chwile z twoją matką na spacer, a ojciec nie miał ochoty tu przychodzić, więc ostatecznie ja musiałam ci wręczyć te papiery- burknęła, z niesmakiem.- Tu masz napisane wszystko, co dotyczy twojej szkoły. Każda najmniejsza pierdoła, łącznie z planem lekcji, numerem do szafki i tak dalej. Książki, są w szkole. Będziesz musiała je jutro odebrać w sekretariacie. Twój nowy telefon ma zapisane numery nas wszystkich. Niestety, włącznie z moim…
            -Nie przejmuj się, usunę go jak najszybciej- przerwałam jej, wkładając w wypowiedzenie, każdego słowa jak najwięcej jadu i obrzydzenia
            -Nie zaprzeczę, że mnie to nie uszczęśliwi- prychnęła.- A skoro już tu jestem, to może powiesz mi, co dokładnie cię napadło, tam na dole, dwie godziny temu, huh?
            Prychnęłam, zbierając kartki z podłogi. Czy ona serio myślała, że jej odpowiem? Może zaraz będzie mi jeszcze matkować. Jak ja nienawidzę tej suki… ugh. Czułam jak stara się wypalić mi dziurę w plecach, mierząc mnie swoim załganym wzrokiem. Miałam ochotę, wstać i przywalić jej po tej szczurowatej twarzy. Czułam to w prawej ręce… Och, jak ona mnie świerzbiła!
            Oczywiście, nie mogłam się pokusić o nadanie jej kolorów, pod jednym z oczu. Luc, rozszarpałby mnie na milion kawałków. Moje życie stanęłoby pod ostatecznym znakiem zapytania. A przecież obiecałam, mojemu bratu, że przynajmniej postaram się być miła.
            Gdybym wiedziała, iż będzie tak ciężko, w żadnym wypadku nie poszłabym na taki układ.
            -Gówno cię to interesuje- odpowiedziałam, starając się powstrzymać swoją złość.- Myślę, że powinnaś już zabrać swój szczurowaty tyłek i opuścić ten pokój. Jak na razie mam tu dość gryzoni.
            -Co ty sobie wyobrażasz?- warknęła, grożąc mi palcem, jakbym była pięcioletnim dzieckiem.- Nikt nie będzie ci tu lizał dupy, po twoim powrocie. Zacznij żyć teraźniejszością! Niczego się nie nauczyłaś w poprawczaku? Miej chociaż trochę pokory. Każdy żałuje swoich czynów, czas, żebyś im wszystkim wybaczyła. Nie możesz ciągnąć tego w nieskończoność. Twoja matka płakała, przez ten cały czas, kiedy ty tkwiłaś w poprawczaku. Dzień w dzień powtarzała, iż ma nadzieję, że jej wybaczysz. Nie masz pojęcia jak bardzo żałuje tych słów, które wypowiedziała dwa lata temu. A twój ojciec?! Przez ten cały czas, nie był zdolny zająć się niczym. Zmniejszyli mu pensje w pracy, bo nie mógł się skupić. Cały czas myślał, co ma ci powiedzieć, gdy wrócisz. I co, myślisz, że wciąż o ciebie nie dbają?! Że są dla ciebie bez serca?! Oni cię kochają, do cholery! I żałują!
            Patrzyłam na nią w milczeniu. Jej klatka piersiowa, unosiła się szybko, w górę i w dół. Pociągnęłam nosem, odłożyłam złożone kartki na szafkę. Starałam się opanować, rosnące w środku mnie uczucie wściekłości, ale im bardziej chciałam je uciszyć, tym mocniej ono wzrastało.
            -Posłuchaj mnie- fuknęłam.- Nie będziesz mi mówiła, komu mam wybaczyć, a kogo nienawidzić. NIC MNIE NIE OBCHODZI, CO ONI CZULI PRZEZ TE DWA LATA! NIC, ROZUMIESZ?!- huknęłam, tak głośno, że dziewczyna cofnęła się o dwa kroki.- Mogli by nawet popaść w depresję, dalej gówno by mnie to obchodziło. Mieli szansę do mnie przyjść. Porozmawiać. Oni są dorośli, Natasha! Nie mogą się bać rozmowy z własną córką, zwłaszcza jeśli zranili jej uczucia tak bardzo. Może nie miałam najlepszych kumpli, nie byłam najgrzeczniejsza, a już z pewnością nie byłam ideałem ich wymarzonej córki. Ale byłam SOBĄ. I nadal jestem. Nic się nie zmieni. A o niektórych błędach ludzi ciężko jest zapomnieć… nie wspominając o wybaczaniu. Dlatego, nigdy więcej mi nie matkuj, bo przysięgam, następnym razem się nie powstrzymam i ci przyłożę!
            -Jesteś niemożliwa, Terri- dziewczyna pokręciła głową wycofując się z pokoju.- Nic, a nic się nie zmieniłaś. Wciąż jesteś tą samą głupiutką, naiwną i nieodpowiedzialną Terri.
            -Tu nie chodzi o to jaka jestem, tylko o to z kim żyje. Nikt nie wyrośnie na zdrowego umysłowo, żyjąc pośród wariatów- rzuciłam w jej stronę.
            Natasha na dźwięk tych słów zatrzymała się i spojrzała na mnie, z zamyśleniem marszcząc brwi.
            -Może nie jesteś głupia, ale z naiwności i nieodpowiedzialności jeszcze nie wyrosłaś- szepnęła, opuszczając mój pokój.
            Adrenalina w mojej krwi zadziałała. Zaczęłam drżeć na całym ciele. Osunęłam się na podłogę. Przyciągnęłam do siebie kolana i objęłam je rękami. Łzy zaczęły mi ściekać po policzkach. Po raz kolejny, komuś udało się mnie zranić, wyprowadzić z równowagi, doprowadzić do takiego stanu. A najgorsze w tym wszystkim było to, iż wcale nie ufałam tej osobie. Moja teoria, że tylko osoby, którym ufasz mogą cię zranić, została obalona przez Natashę, w mniej niż pięć minut.
            Jak ja nie cierpię tej suki…


****


            Przeczesałam ręką włosy. Rozejrzałam się po placu przed ogromnym budynkiem z czerwonej cegły. Uczniowie szkoły Braun High School witali się przy wejściu. Każdy z uśmiechem, niektórzy z ponurą miną, mijali się lub tulili.
            Poczułam lekkie pchnięcie z tyłu. Obejrzałam się przez ramię.
            -No dalej, idź- pogonił mnie Luc, z szerokim uśmiechem na twarzy. Tak, dobrze myślicie, nie miał pojęcia o mojej wczorajszej wymianie zdań z Natashą.
            Czułam się, jakbym miała cztery lata i po raz pierwszy, miała zawitać w przedszkolu. Strach, zdezorientowanie, niechęć… trudno opisać, co takiego dokładnie czułam. Miałam wrażenie, że ma to głęboki związek z moją przeszłością. Przecież to właśnie w szkole zaczęły się wszystkie moje kłopoty. Byłam wtedy taka młoda… Dołączyłam do gangu mając czternaście lat! Uwierzcie, werbowali małych, ale sprytnych graczy. A nie powiem, żeby w sprawie kradzieży i tym podobnych szło mi źle…
            Potrząsnęłam głową. Rozkopujesz stare rany… A może po prostu chcesz do tego wrócić, co? Dla tych przyjemnych motylków w brzuchu…, jak zawsze głos w mojej głowie był bezlitosny.
            -Nie wiem, jak ty, ale ja się zwijam. Pamiętaj, żadnych wagarów- Luc wzruszył ramionami, posyłając mi znaczące spojrzenie.
            -Luc, zaczekaj!- zawołałam za odchodzącym chłopakiem.- Zabierz mnie stąd- szepnęłam, kiedy się odwrócił.
            W odpowiedzi mój brat się zaśmiał.
            -Nieustraszona Terri Black, boi się powrotu do szkoły. Świat staną w płomieniach- zaszydził.
            Przedrzeźniłam go, a gdy tylko się odwrócił, aby posłać mi ostatnie spojrzenie pokazałam mu język.
            -Nieustraszona Terri Black, nie boi się powrotu do szkoły, tylko powtórki z przeszłości- burknęłam pod nosem, powoli zmierzając w stronę budynku.
            Kilkadziesiąt par oczu, wpatrywało się we mnie bezczelnie. Zasłoniłam twarz włosami, wzrok skupiłam na swoich butach. Wchodząc po betonowych schodach, podniosłam głowę. Nie mogłam im pokazać, że się boję. W końcu nie jestem niewinną dziewczynką. Miałam za sobą swoją czarną przeszłość, ale to nie oznaczało, że nie mogłam zacząć budować sobie mostu do ŚWIETLANEJ przyszłości, prawda?
            Pchnęłam drzwi do szkoły i znalazłam się w istnym ZOO. Uczniowie rzucali się na siebie, śmiali, rozmawiali, biegali, gdzieś niedaleko było słychać śmiech dziewczyn, a obok nich basowe głos. Tak zwana grupa ,,popularnych”…
            Przepychałam się między tym tłumem, nieposkromionych zwierząt, w poszukiwaniu sekretariatu. Dzięki Bogu, dziś nałożyłam swoje stare, czarne trampki (czasami noszę koturny), bo inaczej szybko skończyłabym na podłodze.
            W środku budynku było całkiem inaczej niż na zewnątrz. Nikt zdawał się nie zwracać uwagi, iż korytarzem idzie nowa osoba. W końcu mieliśmy końcówkę kwietnia. Kto by się spodziewał, że jakiś nowy uczeń zawita o tak późnej porze w szkole. Zwykle takie rzeczy odbywają się na początku września.
            Gdy wreszcie odnalazłam sekretariat (kobiety, które tam pracowały najwyraźniej musiały wiedzieć, że wróciłam z poprawczaka, bo spoglądały na mnie z pod przymrużonych oczu, ze swego rodzaju podejrzliwością) i odebrałam książki, zadzwonił dzwonek na lekcje.
            Westchnęłam ciężko, zdając sobie sprawę, iż się spóźnię. Oznaczało to, że gdy tylko wejdę do klasy, kilkanaście ciekawskich par oczu ponownie zwróci się w moją stronę. Będę musiała to znieść w milczeniu, tak jak przy wejściu do szkoły. Taki już mój smutny los…
            Odnalazłam swoją szafkę i wprowadziłam szyfr, który wykułam na pamięć wczoraj wieczorem, zaraz po tym jak się pozbierałam. Dziś mogłam wyglądać dobrze, jakbym się nie przejmowała wczorajszą kłótnią z Natashą, ale jej słowa… Nie mogłam uwierzyć, iż jestem taka żałosna. Każda najmniejsza obraza, sprawiała, że spadałam na same dno. Taplam się w odmętach mojej przeszłości, która rujnuje moją przyszłość…
            Włożyłam do torby potrzebne książki, a pozostałe schowałam do szafki. Zatrzasnęłam drzwiczki, po czym już miałam się udać do klasy, kiedy… No właśnie, co? Stanęłam jak wryta, nie mając pojęcia jaką lekcję teraz mam oraz gdzie ona się odbywa.
            Wygrzebałam z torby plan na cały tydzień, znalazłam wtorek. Biologia… hmm… może być ciekawie. Lubię ten przedmiot. Sala 202.
            Rozejrzałam się po korytarzu. Gdzie teraz mam iść? Od strony wejścia do szkoły dobiegł mnie głośny śmiech. Skierowałam się w tamtą stronę, mając nadzieję, że pozostali spóźnieni uczniowie udzielą mi wskazówki, jak dotrzeć do sali.
            Jednak, gdy zobaczyłam kto wchodzi do szkoły natychmiast pożałowałam swojej decyzji… W moją stronę kierowała się osoba, która z czasów gimnazjum i podstawówki była moim największym wrogiem. Drodzy państwo, przed wami Alex Burton, moja niedoszła kopia i przeciwniczka, w każdej możliwej dziedzinie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz