Z przykrością informuję, że nowy rozdział pojawi się dopiero po majówce ;( Życzę miłego czytania ;) ~ Golden Dancer
Muzyka:
https://www.youtube.com/watch?v=8t8n7n-DY4s
Rozejrzałam
się po pokoju. Żadnych zmian. Podeszłam do okna, przejechałam ręką po
parapecie. Miliony drobinek kurzu uczepiły się mojej ręki, zwijając w kłaki.
Jęknęłam z obrzydzeniem, strzepując je na ziemie. Nawet nie byli łaskaw tu
posprzątać.
Otworzyłam
okno, wpuszczając świeże powietrze do względnie małego pomieszczenia. Wyjrzałam
przez nie, widok był bardzo podobny do tego przed domem, tylko, że o wiele
lepszy. Wzięłam głęboki wdech, rozkoszując się słodką wonią miliona rodzajów
kwiatów.
Błagam cię, nie mów, że cieszysz się z
powrotu do domu?!, zaskrzeczał głośno głos w mojej głowie. Chyba sobie żartujesz, pomyślałam,
odchodząc od okna.
Ściany
mojego pokoju były pomalowane beżową farbą. Drewniane meble, były ozdobione
figlarnymi wzorami, które namalowałam na nich niecałe cztery lata temu.
Jednoosobowe łóżko stało pod ścianą, nakryte świeżą płachtą. Obok niego było
małe okno, wysunięte lekko do przodu. Na tym ,,parapecie” wyłożonym materacem
oraz ozdobionym poduszkami, przesiadywałam godzinami, ,,pochłaniając” tysiące
książek.
W ścianie
naprzeciwko znajdowały się drzwi do osobnej łazienki. Przeszłam przez pokój,
otworzyłam do niej drzwi i zajrzałam do środka. Tu także, nic się nie zmieniło.
Ogromna wanna pośrodku pomieszczenia, prysznic w lewym rogu, umywalka oraz
sedes tuż przy wyjściu… mały balkonik. Oczywiście, każda z tych rzeczy
zakurzona.
Przewróciłam
oczami, zatrzasnęłam drzwi, ponownie znajdując się w swoim pokoju. Otworzyłam
walizkę, zaczęłam się powoli wypakowywać. Rozłożyłam rzeczy na podłodze,
znalazłam jakąś szmatkę, którą zamoczyłam, otworzyłam szafkę i zaczęłam
przecierać półki. W powietrzu unosiły się drobiny kurzu, sprawiając, że
nieustannie kichałam.
Gdy
skończyłam wycierać meble, poustawiałam i powkładałam swoje rzeczy w
odpowiednie miejsca. Marzył mi się tylko ciepły prysznic… Przeklęłam zdając
sobie sprawę, iż cała łazienka jest brudna.
Oklapłam na
łóżko, połowę swojego ciała układając na ,,parapecie”. To zadziwiające, iż nikt
jeszcze tu nie przyszedł, choćby Luc- jedyny normalny mieszkaniec tego domu
(pomijając mnie). Nie, żebym chciała ich obecności w tym pomieszczeniu, ale to
takie… dziwne.
Wydałam z
siebie ciche prychnięcie. Zaczynałam wariować.
Przez te
dwa lata nie tylko dom się nie zmienił. Niektórzy z jego mieszkańców także nie.
Niestety. Przymknęłam oczy, zastanawiając się, gdzie ewentualnie mogłabym uciec
albo zamieszkać, gdyby jakaś niespodziewana sytuacja mnie do tego zmusiła.
Przygryzłam wargę, zdając sobie sprawę, iż musiałabym urządzić własny kącik, w
którymś z zaułków między budynkami na ulicy. Moi jedyni ,,przyjaciele”
aktualnie nie dawali, żadnych oznak życia. W telewizji nic o nich nie mówili
(przynajmniej tak mi się wydawało- jako, że nie miałam jeszcze dostępu do
kablówki- ale w tym domu zdecydowanie byłoby o tym głośno).
Szczerze,
nawet gdybym wiedziała, że są w mieście, w życiu nie przyszłabym do nich z
własnej woli. Nie po tym wszystkim. To tak, jakbym chciała, żeby historia się
powtórzyła. Wtedy zaprezentowałabym tylko i wyłącznie swoją naiwną oraz głupią
stronę, co tylko potwierdziło by słowa moich rodziców, które wypowiedzieli nie
dalej jak dwa lata temu. A tej satysfakcji nie mogłam im dać.
Do drzwi
mojego pokoju rozległo się ciche pukanie. Przybrałam na twarz wyraz
obojętności, ale po chwili pojawił się na niej grymas złości. Nie będę ukrywała
swoich negatywnych uczuć w stosunku do tych hien i jednego szczura. Przed
Luciem… być może, ale nie przed nimi.
Podeszłam
do drzwi, przekręcając zamek. Do pokoju (ku mojemu zaskoczeniu, jak i
przerażeniu) weszła… NATASHA.
Zacisnęłam
ręce w pieści. Ze wszystkich domowników, musiała przyjść akurat ONA! Zniosłabym
nawet ojca, ale nie ją!
-Wynoś się
stąd- syknęłam, patrząc na nią z pod byka.
Na dźwięk
mojego głosu, dziewczyna wzdrygnęła się, a na jej twarz wstąpił wyraz
obrzydzenia. Pomachała mi przed nosem, grubą, białą teczką, po czym rzuciła ją
na pobliską szafkę.
Uniosłam brew,
przenosząc wzrok, na przedmiot. Podeszłam do szafki i chwyciłam teczkę. Ze
środka, na ziemie, wysypało się mnóstwo papierów. Na reszcie kartek, które nie
wypadły, Natasha położyła iPhona.
-Luc,
wyszedł na chwile z twoją matką na spacer, a ojciec nie miał ochoty tu przychodzić,
więc ostatecznie ja musiałam ci wręczyć te papiery- burknęła, z niesmakiem.- Tu
masz napisane wszystko, co dotyczy twojej szkoły. Każda najmniejsza pierdoła,
łącznie z planem lekcji, numerem do szafki i tak dalej. Książki, są w szkole.
Będziesz musiała je jutro odebrać w sekretariacie. Twój nowy telefon ma
zapisane numery nas wszystkich. Niestety, włącznie z moim…
-Nie
przejmuj się, usunę go jak najszybciej- przerwałam jej, wkładając w
wypowiedzenie, każdego słowa jak najwięcej jadu i obrzydzenia
-Nie
zaprzeczę, że mnie to nie uszczęśliwi- prychnęła.- A skoro już tu jestem, to
może powiesz mi, co dokładnie cię napadło, tam na dole, dwie godziny temu, huh?
Prychnęłam,
zbierając kartki z podłogi. Czy ona serio myślała, że jej odpowiem? Może zaraz
będzie mi jeszcze matkować. Jak ja nienawidzę tej suki… ugh. Czułam jak stara
się wypalić mi dziurę w plecach, mierząc mnie swoim załganym wzrokiem. Miałam
ochotę, wstać i przywalić jej po tej szczurowatej twarzy. Czułam to w prawej
ręce… Och, jak ona mnie świerzbiła!
Oczywiście,
nie mogłam się pokusić o nadanie jej kolorów, pod jednym z oczu. Luc,
rozszarpałby mnie na milion kawałków. Moje życie stanęłoby pod ostatecznym
znakiem zapytania. A przecież obiecałam, mojemu bratu, że przynajmniej postaram
się być miła.
Gdybym
wiedziała, iż będzie tak ciężko, w żadnym wypadku nie poszłabym na taki układ.
-Gówno cię
to interesuje- odpowiedziałam, starając się powstrzymać swoją złość.- Myślę, że
powinnaś już zabrać swój szczurowaty tyłek i opuścić ten pokój. Jak na razie
mam tu dość gryzoni.
-Co ty
sobie wyobrażasz?- warknęła, grożąc mi palcem, jakbym była pięcioletnim
dzieckiem.- Nikt nie będzie ci tu lizał dupy, po twoim powrocie. Zacznij żyć
teraźniejszością! Niczego się nie nauczyłaś w poprawczaku? Miej chociaż trochę
pokory. Każdy żałuje swoich czynów, czas, żebyś im wszystkim wybaczyła. Nie
możesz ciągnąć tego w nieskończoność. Twoja matka płakała, przez ten cały czas,
kiedy ty tkwiłaś w poprawczaku. Dzień w dzień powtarzała, iż ma nadzieję, że
jej wybaczysz. Nie masz pojęcia jak bardzo żałuje tych słów, które
wypowiedziała dwa lata temu. A twój ojciec?! Przez ten cały czas, nie był
zdolny zająć się niczym. Zmniejszyli mu pensje w pracy, bo nie mógł się skupić.
Cały czas myślał, co ma ci powiedzieć, gdy wrócisz. I co, myślisz, że wciąż o
ciebie nie dbają?! Że są dla ciebie bez serca?! Oni cię kochają, do cholery! I
żałują!
Patrzyłam
na nią w milczeniu. Jej klatka piersiowa, unosiła się szybko, w górę i w dół. Pociągnęłam
nosem, odłożyłam złożone kartki na szafkę. Starałam się opanować, rosnące w
środku mnie uczucie wściekłości, ale im bardziej chciałam je uciszyć, tym
mocniej ono wzrastało.
-Posłuchaj
mnie- fuknęłam.- Nie będziesz mi mówiła, komu mam wybaczyć, a kogo nienawidzić.
NIC MNIE NIE OBCHODZI, CO ONI CZULI PRZEZ TE DWA LATA! NIC, ROZUMIESZ?!-
huknęłam, tak głośno, że dziewczyna cofnęła się o dwa kroki.- Mogli by nawet
popaść w depresję, dalej gówno by mnie to obchodziło. Mieli szansę do mnie
przyjść. Porozmawiać. Oni są dorośli, Natasha! Nie mogą się bać rozmowy z
własną córką, zwłaszcza jeśli zranili jej uczucia tak bardzo. Może nie miałam
najlepszych kumpli, nie byłam najgrzeczniejsza, a już z pewnością nie byłam
ideałem ich wymarzonej córki. Ale byłam SOBĄ. I nadal jestem. Nic się nie
zmieni. A o niektórych błędach ludzi ciężko jest zapomnieć… nie wspominając o
wybaczaniu. Dlatego, nigdy więcej mi nie matkuj, bo przysięgam, następnym razem
się nie powstrzymam i ci przyłożę!
-Jesteś
niemożliwa, Terri- dziewczyna pokręciła głową wycofując się z pokoju.- Nic, a
nic się nie zmieniłaś. Wciąż jesteś tą samą głupiutką, naiwną i
nieodpowiedzialną Terri.
-Tu nie
chodzi o to jaka jestem, tylko o to z kim żyje. Nikt nie wyrośnie na zdrowego
umysłowo, żyjąc pośród wariatów- rzuciłam w jej stronę.
Natasha na
dźwięk tych słów zatrzymała się i spojrzała na mnie, z zamyśleniem marszcząc
brwi.
-Może nie
jesteś głupia, ale z naiwności i nieodpowiedzialności jeszcze nie wyrosłaś-
szepnęła, opuszczając mój pokój.
Adrenalina
w mojej krwi zadziałała. Zaczęłam drżeć na całym ciele. Osunęłam się na
podłogę. Przyciągnęłam do siebie kolana i objęłam je rękami. Łzy zaczęły mi
ściekać po policzkach. Po raz kolejny, komuś udało się mnie zranić, wyprowadzić
z równowagi, doprowadzić do takiego stanu. A najgorsze w tym wszystkim było to,
iż wcale nie ufałam tej osobie. Moja teoria, że tylko osoby, którym ufasz mogą
cię zranić, została obalona przez Natashę, w mniej niż pięć minut.
Jak ja nie
cierpię tej suki…
****
Przeczesałam
ręką włosy. Rozejrzałam się po placu przed ogromnym budynkiem z czerwonej cegły.
Uczniowie szkoły Braun High School witali się przy wejściu. Każdy z uśmiechem,
niektórzy z ponurą miną, mijali się lub tulili.
Poczułam
lekkie pchnięcie z tyłu. Obejrzałam się przez ramię.
-No dalej,
idź- pogonił mnie Luc, z szerokim uśmiechem na twarzy. Tak, dobrze myślicie,
nie miał pojęcia o mojej wczorajszej wymianie zdań z Natashą.
Czułam się,
jakbym miała cztery lata i po raz pierwszy, miała zawitać w przedszkolu.
Strach, zdezorientowanie, niechęć… trudno opisać, co takiego dokładnie czułam.
Miałam wrażenie, że ma to głęboki związek z moją przeszłością. Przecież to
właśnie w szkole zaczęły się wszystkie moje kłopoty. Byłam wtedy taka młoda…
Dołączyłam do gangu mając czternaście lat! Uwierzcie, werbowali małych, ale
sprytnych graczy. A nie powiem, żeby w sprawie kradzieży i tym podobnych szło
mi źle…
Potrząsnęłam
głową. Rozkopujesz stare rany… A może po
prostu chcesz do tego wrócić, co? Dla tych przyjemnych motylków w brzuchu…,
jak zawsze głos w mojej głowie był bezlitosny.
-Nie wiem,
jak ty, ale ja się zwijam. Pamiętaj, żadnych wagarów- Luc wzruszył ramionami,
posyłając mi znaczące spojrzenie.
-Luc,
zaczekaj!- zawołałam za odchodzącym chłopakiem.- Zabierz mnie stąd- szepnęłam,
kiedy się odwrócił.
W
odpowiedzi mój brat się zaśmiał.
-Nieustraszona
Terri Black, boi się powrotu do szkoły. Świat staną w płomieniach- zaszydził.
Przedrzeźniłam
go, a gdy tylko się odwrócił, aby posłać mi ostatnie spojrzenie pokazałam mu
język.
-Nieustraszona
Terri Black, nie boi się powrotu do szkoły, tylko powtórki z przeszłości-
burknęłam pod nosem, powoli zmierzając w stronę budynku.
Kilkadziesiąt
par oczu, wpatrywało się we mnie bezczelnie. Zasłoniłam twarz włosami, wzrok
skupiłam na swoich butach. Wchodząc po betonowych schodach, podniosłam głowę.
Nie mogłam im pokazać, że się boję. W końcu nie jestem niewinną dziewczynką.
Miałam za sobą swoją czarną przeszłość, ale to nie oznaczało, że nie mogłam
zacząć budować sobie mostu do ŚWIETLANEJ przyszłości, prawda?
Pchnęłam
drzwi do szkoły i znalazłam się w istnym ZOO. Uczniowie rzucali się na siebie,
śmiali, rozmawiali, biegali, gdzieś niedaleko było słychać śmiech dziewczyn, a
obok nich basowe głos. Tak zwana grupa ,,popularnych”…
Przepychałam
się między tym tłumem, nieposkromionych zwierząt, w poszukiwaniu sekretariatu.
Dzięki Bogu, dziś nałożyłam swoje stare, czarne trampki (czasami noszę koturny),
bo inaczej szybko skończyłabym na podłodze.
W środku
budynku było całkiem inaczej niż na zewnątrz. Nikt zdawał się nie zwracać
uwagi, iż korytarzem idzie nowa osoba. W końcu mieliśmy końcówkę kwietnia. Kto
by się spodziewał, że jakiś nowy uczeń zawita o tak późnej porze w szkole.
Zwykle takie rzeczy odbywają się na początku września.
Gdy
wreszcie odnalazłam sekretariat (kobiety, które tam pracowały najwyraźniej
musiały wiedzieć, że wróciłam z poprawczaka, bo spoglądały na mnie z pod
przymrużonych oczu, ze swego rodzaju podejrzliwością) i odebrałam książki, zadzwonił
dzwonek na lekcje.
Westchnęłam
ciężko, zdając sobie sprawę, iż się spóźnię. Oznaczało to, że gdy tylko wejdę
do klasy, kilkanaście ciekawskich par oczu ponownie zwróci się w moją stronę.
Będę musiała to znieść w milczeniu, tak jak przy wejściu do szkoły. Taki już
mój smutny los…
Odnalazłam
swoją szafkę i wprowadziłam szyfr, który wykułam na pamięć wczoraj wieczorem,
zaraz po tym jak się pozbierałam. Dziś mogłam wyglądać dobrze, jakbym się nie
przejmowała wczorajszą kłótnią z Natashą, ale jej słowa… Nie mogłam uwierzyć,
iż jestem taka żałosna. Każda najmniejsza obraza, sprawiała, że spadałam na
same dno. Taplam się w odmętach mojej przeszłości, która rujnuje moją
przyszłość…
Włożyłam do
torby potrzebne książki, a pozostałe schowałam do szafki. Zatrzasnęłam
drzwiczki, po czym już miałam się udać do klasy, kiedy… No właśnie, co?
Stanęłam jak wryta, nie mając pojęcia jaką lekcję teraz mam oraz gdzie ona się
odbywa.
Wygrzebałam
z torby plan na cały tydzień, znalazłam wtorek. Biologia… hmm… może być
ciekawie. Lubię ten przedmiot. Sala 202.
Rozejrzałam
się po korytarzu. Gdzie teraz mam iść? Od strony wejścia do szkoły dobiegł mnie
głośny śmiech. Skierowałam się w tamtą stronę, mając nadzieję, że pozostali
spóźnieni uczniowie udzielą mi wskazówki, jak dotrzeć do sali.
Jednak, gdy zobaczyłam
kto wchodzi do szkoły natychmiast pożałowałam swojej decyzji… W moją stronę
kierowała się osoba, która z czasów gimnazjum i podstawówki była moim
największym wrogiem. Drodzy państwo, przed wami Alex Burton, moja niedoszła
kopia i przeciwniczka, w każdej możliwej dziedzinie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz