sobota, 11 maja 2013

Beginning Of The End Of Troubles





Dzień w dzień spotykamy się z przeciwnościami losu. Stawiamy czoło wielu problemom. Dla kogoś kto pisze opowiadania największym problemem jest brak weny. Te chwilowe załamania dopadają mnie nieustannie, ale walka z nimi staje się dla mnie codziennością. Wynikiem mojej obrony i ataku jest ten oto rozdział, który tak jak obiecałam, dedykuje autorkom blogu http://szmaragdowytalizman.blogspot.com/, Tweety i Jej, choć gdy pisałam z nimi na Twitterze to kompletnie nie mogłam rozróżnić, która to która oraz czy aby Tweety i Ona to nie jest jedna osoba ;)

Muzyka:
https://www.youtube.com/watch?v=lrulQAZq7Y8 


               To co się dzieje w moim życiu jest warte pożałowania. Tego niemożna już nawet nazwać pechem…! ,,Miłe” powitanie w domu, kłótnia z Natashą, a teraz jeszcze to…
                Alex Burton to całkowite przeciwieństwo mojej skromnej osoby, którą niegdyś ta dziewczyna próbowała być. Z tego co pamiętam jest wredna, mściwa, wścibska, mało oryginalna i przede wszystkim pamiętliwa…
                Teraz starała się przybrać jak najbardziej wyniosłą postawę. Jej kasztanowe włosy upięte w luźnego koka, podkreślały jej owalną twarz. Zimne, szare oczy taksowały mnie z widocznym obrzydzeniem. Zaróżowione usta wyginały się w zniesmaczonym uśmiechu. Ogólnie cała jej postawa świadczyła o tym jak bardzo żałuje tego, iż kiedykolwiek mnie poznała i próbowała być mną oraz, że nie zdoła strawić tego spotkania przez następny miesiąc (chyba, że weźmie jakieś specyfiki na przeczyszczenie…).
                Natomiast ja miałam ochotę obrócić się na pięcie, zignorować jej żałosną osobę i przez następny rok nauki udawać, że nie istnieje dla mnie człowiek nazywający się Alex Burton. Całą sprawę utrudniał jednak fakt, iż dziewczyna była z obstawą, a gdybym zwiała przed światkami to od razu dostałabym nalepkę ,,TCHÓRZ”. Nie mogłam sobie pozwolić na tak zły tytuł jeśli chciałam wreszcie ułożyć co nieco swoje życie.
                Po prawej stronie dziewczyny, postawny chłopak, który na pewno szkolił się w jakimś sporcie, z wyrazem kpiny na twarzy przyglądał się zaistniałej sytuacji. Tleniona blondynka, trzymała pod rękę Alex i mierzyła badawczym wzrokiem to mnie, to ją. Za tą trójką wlokło się jeszcze dwóch chłopaków, którzy wyraźnie nie należeli do ich grupki, ale zatrzymali się z tyłu przyglądając się całej sytuacji.
                Zbyt zajęta koszeniem wzrokiem mojego wroga numer jeden (pomijając ojca…), kompletnie zapomniałam, że rozpoczęła się lekcja, a Luc powiedział, że mam nie wagarować… Od kiedy to niby jestem taką grzeczną i ułożoną dziewczynką, że słucham się mojego brata? Może- wbrew temu co mówił twój ojciec- nauczyłaś się czegoś w poprawczaku, co?, głos w mojej głowie nasuną mi myśl, która kołatała się gdzieś na obrzeżach mojego umysłu.
                -Proszę, proszę- zaszydziła Alex, na przywitanie.- Wieki cie nie widziałam… Gdzie się podziewałaś, huh?
                -Jakbyś nie wiedziała- wysyczałam, zgryźliwie. Na moje nieszczęście, moja wierna kopia z podstawówki i gimnazjum, była w sądzie tamtego dnia, kiedy wydano wyrok, dotyczący mnie.
                I pomyśleć, że gdyby nie wiele zbiegów okoliczności, to ona wczoraj wyszłaby z poprawczaka…
                *flash back*

                Przebiegłam korytarzem, wzorkiem szukając wzrokiem pozostałych. Mieli dla mnie wiadomość, która miała odmienić moje życie. Na zawsze. Stali zbici w ciasną grupkę, przy wyjściu ze szkoły, a obok nich nerwowo z nogi na nogę przestępowała Alex. Gdy mnie dostrzegła, posłała mi nikły uśmiech. Szkoda, że nie wiedziała jak bardzo jest na straconej pozycji. Byłam niemal pewna jak zakończy się dzisiejsze spotkanie.
                Zatrzymałam się, tuż obok nich, dysząc ciężko. Oparłam ręce na kolanach, próbując złapać dech.
                -Musisz sobie wyrobić formę jak chcesz z nami działać- usłyszałam głos Jane, najbardziej przechylnej mi osobie w całym gangu.
                Przełknęłam ślinę, zdając sobie sprawę, że to był ich wyrok. Mogli wybrać mnie albo Alex. I padło na mnie.
                Spojrzałam na dziewczynę, która zszokowana stała z boku. Pocierała rękami ramiona, drżała lekko. Ale nie robiła tego, bo było jej zimno. Natłok jej emocji, które zbierała w sobie od miesięcy, nagle wypłyną na zewnątrz.
                Rzuciła mi wściekłe spojrzenie.
                -Wiedziałaś- wysyczała, opuszczając ręce wzdłuż ciała i zaciskając dłonie w pięści. Spuściłam głowę, cofając się o krok, aby znaleźć się bliżej grupy. Po mimo tego, że wykonywali bardzo niebezpieczną robotę, ja czułam się wśród nich jak niezniszczalna.
                       - Kiedy kazałaś mi tu przyjść… ugh! Zrobiłaś to tylko po to, żeby mnie upokorzyć! Widzę to w twoim wyrazie twarzy, wiedziałaś kogo wybrali!
                -Nie musiałam nic robić- burknęłam.- Sama zapewniłaś sobie status ciamajdy.
                Alex pokiwała głową przecząco, wciąż nie mogąc w to uwierzyć.
                -W sumie to i lepiej wiesz?-  krzyknęła, ale w jej głosie nie było słychać tej pewności, co widniała w jej obecnej postawie.-To wszystko sprowadzi cie na dno! Zobaczysz! I to nie ja na sam koniec będę tkwiła w pierdlu! Jesteś zwykłą suką i ścierwem, niczym więcej!
                Odeszła, w upokorzeniu pochylając głowę. Nie czułam się najlepiej z tym co powiedziała. Jedno musiałam przyznać- udało jej się zasiać we mnie ziarno niepewności. Ale jego wzrost szybko powstrzymała Jane.
                -Dlatego wybraliśmy ciebie- wyszeptała, ściskając mnie za ramie w pocieszającym geście.- Złamała się po czymś takim, zawsze starała się robić za twoją niedoścignioną kopię… I nigdy jej się to nie udawało. Chodźmy świętować twój awans!- zakrzyknęła i ruszyła w stronę drzwi z pozostałymi.
                Szłam tuż za nimi. Ostatni raz obejrzałam się przez ramię. Po środku korytarza stała zapłakana Alex. Patrzyła na mnie, ale w jej oczach nie było widać smutku, czy zawodu. Tkwił w nich wyraźny komunikat: ,,Zapłacisz mi za to wszystko!”.

*end of flash back*

                Przygryzłam wargę, przytomniejąc. Gdyby tamtego dnia to ona została wybrana, być może dzisiaj, to ja stałabym u boku tej tlenionej blondynki, prawdopodobnie nazywała ją swoją przyjaciółką i żyła normalnie.
                Alex podeszła do mnie powoli, zatrzymała się krok przede mną. Nachyliła się w moją stronę.
                -Zniszczę ci życie w tym liceum. Odpłacę ci za tamte wszystkie dni, kiedy mi dokuczałaś i nabijałaś się ze mnie- wysyczała.
                -I niby jak masz zamiar to zrobić?- zakpiłam, nim zdążyłam pomyśleć.
                -Sama sobie zniszczyłaś dwa lata życia. Jestem ciekawa jak zareagują uczniowie tej szkoły na wiadomość o twojej przeszłości, co? Bo widzisz… Teraz to ja tu trzymam pałeczkę władzy- fuknęła mi w twarz.
                Cholera. Musieli mnie zapisać akurat do tego liceum…


****


                Weszłam do domu trzaskając drzwiami. Rzuciłam torbę na ziemie. W tym ruchu było tyle zmęczenia i zażenowania, że nawet mucha by się nade mną zlitowała.
                Tak jak obiecała mi Alex, moje życie towarzyskie skończyło się zanim jeszcze nie zdążyło się w ogóle zacząć. Kiedy wreszcie udało mi się znaleźć drogę do sali (poszłam dopiero na drugą lekcje) i przesiedziałam historie, z upragnieniem czekając na koniec lekcji oraz żałując, że ominęła mnie biologia, w moim wnętrzu rodził się niepokój. Mogłam w całości wziąć sobie słowa Alex do serca.
                Opuszczając klasę byłam mierzona kilkudziesięcioma parami oczu. Cały korytarz, aż huczał od plotek i opinii na mój temat. Trzeba przyznać, jedna lekcja, a Alex zdążyła już poinformować wszystkich- dziewczyna rzeczywiście zawiesiła się tu na wysokiej pozycji. W moją stronę puszczane były docinki, których treści wole sobie nawet nie przypominać (dla ścisłości- dotyczyły mojego pobytu w poprawczaku), bo gdybym to zrobiła połowa porcelany w tym domu uległa by destrukcji. I tak do końca dnia.
                Przekraczając próg domu, nie czułam ulgi. Wiedziałam, że tu czeka mnie kolejne wyzwanie… Rodzice i Natasha. Zajrzałam do salonu i zobaczyłam ojca z Luciem w spokoju oglądających telewizję. Postanowiłam nie zakłócać ich odpoczynku, po cichu opuściłam pomieszczenie. Wchodząc do kuchni, popełniłam możliwie najgorszy błąd dzisiejszego dnia.
                Nie sprawdzając wcześniej, kto jest w środku, wparowałam do kuchni, w ponurym humorze. Natasha siedziała z moją mamą, nad jakąś gazetą, prawdopodobnie dotyczącą mody i wielu innych kobiecych spraw, śmiejąc się i prowadząc żywą rozmowę na temat nowej kolekcji czegoś tam, gdzieś tam. Szczerze, to nic co by mnie wcześniej interesowało. Ale ten obrazek był zbyt idealny. Zakłócał porządek, do którego zdążyłam się przyzwyczaić- wojna oraz kłótnie, brak pokoju czy dobroci.
                Natasha doskonale dogadywała się z moją matką. Lepiej niż kiedyś. Patrząc na nie, miałam wrażenie, że dziewczyna mojego brata zastąpiła dla mojej rodzicielki córkę, którą teoretycznie wciąż byłam. Nieprzyjemne ukłucie zazdrości wybudziło mnie z osłupienia, jakiego doznałam wchodząc tu. Podeszłam do lodówki, chwyciłam sok i głośno trzasnęłam drzwiczkami (choć nie wiem czy w ogóle się dało, na tyle, żeby przeszkodzić im w tej radosnej wymianie zdań). Coś popchnęło mnie do tego, żeby zakłócić tą beztroskę. Nieprzyzwyczajona do spokoju oraz TAKIEGO widoku, przejęła nade mną kontrolę ta zła strona. Zaciskając ręce na kartonie z napojem, patrzyłam na dwie kobiety mierzące mnie zaniepokojonym i zmieszanym wzrokiem. O dziwo, Natasha wyglądała na najbardziej speszoną, jakby dobrze zdawała sobie sprawę, jak sytuacja się przedstawia.
                Twoja matka potrzebowała idealnej córki. Ty nią nie byłaś, to znalazła sobie tak jakby drugą. Biedne z ciebie dziecko…, usłyszałam cichy głosik w mojej głowie. Cmoknęłam, na potwierdzenie tych słów, ignorując ich ukryty cel. Miały mnie zranić.
                -Posłuchaj Terri. Ja wiem, że to wygląda tak jakbym…- przerwałam Natashy, zdobywając się na najbardziej wściekły i urażony ton. Chciałam w niej wzbudzić uczucie, którego długo się nie pozbędzie oraz przez które będzie cierpieć… WINĘ.
                -… zastąpiła moje miejsce? Lepiej bym tego nie ujęła- burknęłam, wycofując się z kuchni.
                Chciałam ich zostawić w tym pomieszczeniu we dwójkę, żeby obie dusiły się w poczuciu winy. W szkole mnie odrzucili, Alex wróciła w wyjątkowo parszywym humorze, w domu wszystko się pieprzyło, moja mama znalazła sobie nową, idealną córeczkę, a ja popadałam w paranoję…
                Życie jak z bajki, nieprawdaż? Zaśmiałam się cicho pod nosem, zdając sobie sprawę, że to dopiero cholerny początek…

2 komentarze:

  1. piosenka bardzo mi się podoba... lubię melancholijne utwory, a co do rozdziału to wciąga i lekko się czyta, a postać Alex jest naprawdę dobrze wykreowana;)

    http://szmaragdowytalizman.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. dobra to teraz notka od Tweety rzeczywiście wprawia w melancholie heh co prawda ja za tą nuttką nie przepadam ale mi się podoba rozdział, bo czytając go można się wyciszyć... no wiesz what i mean :)
    co do TT to pod tweetami zaczniemi sie podpisywać, jak zmieścimy się na limicie ;p
    bużki !

    OdpowiedzUsuń